Nie tak dawno przeprowadziłem się do użytkowanego niegdyś przez dziadka domu. Jest on położony w okolicach ponurego parku, w którego historii zapisało się wiele tajemniczych i niewyjaśnionych po dzień dzisiejszy wydarzeń. Pewnego wieczoru do mych drzwi zapukała jakaś nieznana postać. Jak się później okazało była to mieszkająca kilka domów dalej schorowana staruszka, która wybrała się na poszukiwania kota, którego w rzeczywistości nigdy nie miała, a był wymysłem jej wyobraźni. Gdy się już zapoznaliśmy, usiedliśmy w lekko przyciemnionym korytarzu mego domu i zaczęła się przesiana grozą opowieść…
A było to tak – zaczęła opowiadać staruszka. Trwała wieczorna, jesienna ulewa, połączona z niezliczonymi piorunami. W jednym z osiedlowych domów pogasły wszystkie światła i czteroosobowa rodzina zasiadła przed telewizorem. Gałęzie wiekowego dębu ocierały się o zalane strumieniami szyby. Błyski piorunów rozświetlały momentami wszystkie z pomieszczeń. Po pewnym czasie odgłosy dochodzące z parteru zaczęły zagłuszać dźwięki filmowe. Ojciec zerwał się na równe nogi i zaczął podążać ku dochodzącym z kuchni odgłosom kapiącej wody. Dłuższa nieobecność mężczyzny zaniepokoiła matkę, która pełna obaw, wybrała się w kierunku coraz to głośniejszych odgłosów. Mijała kolejna minuta, kiedy to dwójka zdezorientowanych i wystraszonych dzieci tkwiła w fotelu. Najdziwniejsze myśli przeszywały głowę brata, 7 letniej Paulinki, który próbował nie dopuszczać do siebie najgorszego. Niecodzienna aura wywołująca paniczny strach nie pozwalała mu zrobić kroku. Zapewniając jednak siostrzyczkę o szybkim powrocie, udał się w kierunku schodów prowadzących do kuchni… Była już późna godzina. Mała Paulinka nieświadoma powagi sytuacji oglądała kolejną bajkę, przecierając lekko zapłakane oczka. Długa nieobecność reszty rodziny i kolejny piorun wywołały jednak nagły, paniczny strach. Płynące coraz większymi strumieniami łzy skłoniły ją do podjęcia próby odnalezienia domowników. Tuż po chwili Paulinka przemierzała długi korytarz i podąrzała ku dziwnym odgłosom kapiącej wody. Schodek po schodku, trzymając się mocno poręczy, delikatnie stąpała, aż wkońcu dotarła do kuchni… patrzy… a tam cała rodzina zakręca kran!